sobota, 20 lipca 2013

Prolog.

To dzisiaj, poznam swoich podopiecznych, jestem lekko zdenerwowana ale do cholery jasnej Ada przeżyłaś rozmowę kwalifikacyjną i to przeżyjesz. Idziemy przez duży korytarz zmierzając do sali, do której sądząc po coraz głośniejszych odgłosach treningu,jest coraz bliżej przed  mną pewnie stąpa pan Marek mój nowy szef. TAK ubrana, w wysokich szpilkach czuję się mało komfortowo wolę klasycznie ale bez przesady, czego się nie robi dla pracy. Kiedy stajemy przed dużymi drzwiami mam ochotę zwiać gdzie pieprz rośnie jednak pokrzepiający uśmiech szefa podnosi mnie na duchu. Otwiera drzwi i przepuszcza mnie przodem, cały hałas ucicha, kilkanaście par oczu skierowanych jest na mnie. Czy wspominałam wam już że łatwo się czerwienie. Nie ? No to już wiecie :< Tak więc czerwona jak burak podążam krok po kroku za Markiem.
-Guys go back to Exercise. Krzyknął Andrea, podeszliśmy do niego i reszty sztabu szkoleniowego. Marek przywitał się z wszystkimi i przedstawił moją skromną osobę.
-This is Ada Krzyśkowiak, our new marketing specialist and acclimatization on the road
(To jest Ada Krzyśkowiak, nasz nowy specjalista od marketingu i aklimatyzacji na wyjazdach. )
-Hi Andrea.
-Hi Ada. Podał mi rękę którą ścisnęłam z wielkim uśmiechem na twarzy. Nie żeby coś ale, on jest jedynym zagranicznym trenerem którego polubiłam u nas w Polsce. On także uśmiechnął się serdecznie. Przeprosił nas na chwile i znikł  wśród zawodników, ja w tym czasie poznałam drugiego trenera, statystyków i fizjoterapeutów. Po chwili zaczęli zbliżać się do nas siatkarze, nie byłam na tyle podjarana (Kłosem zaleciało :D) żeby prosić ich o zdjęcie lub autograf. Stałam jak ten słup soli, nasłuchując jak trener daje im ostatni kazanie, i nakazuje być  wobec mnie grzecznymi.  Chyba zapomniał że umiem angielski, mniejsza z tym. Każdy z graczy podchodzi i kulturalnie się przedstawia, a mi ciśnienie coraz bardzie rośnie, gdy widzę tych przystojniaków. Momentalnie poprawiam  się w myślach , i robię się czerwona na  myśl ze będę z nimi pracować. Akurat w tym momencie podchodzi do mnie ostatni z kolejki, wysoki ( pomijając fakt ze wszyscy są wysocy, Face Palm Ada), zielonooki, brunet. Uśmiechnął się uroczo, i ucałował moją wyciągniętą rękę.
-Zbigniew Bartman. Powiedział tak niesamowicie seksownym głosem. Próbowałam zachowywać się naturalnie, jednak moje policzki dały o sobie znak i po chwili czułam ze robię się czerwona.
-Ada Krzyśkowiak. Odpowiedziałam szybko i lekko wyrwałam rękę z jego uścisku, kuźwa przez te emocje nawet nie zauważyłam ze nadal ją trzyma.
-Ada przez 2 tygodnie będzie was poznawać,i z wami przebywać wszędzie,po czym przygotuje reżyserię do spotu reklamującego ten piękny sport.
-Wszędzie to znaczy tak wszędzie wszędzie ? Bartman poruszył brwiami, reszta zawodników parsknęła śmiechem tylko pan Marek zachowywał kamienną twarz.
-Wszędzie gdzie będzie uważała za słuszne. Uściślił szef, po chwili pożegnaliśmy się i wyszliśmy z sali.
-Nie było tak źle prawda ?
-Czuję ze będzie ciekawie.
-Ada ubawisz się z nimi , może są trochę za bardzo odważni przynajmniej jeden z nich, ( no i skąd ja wiem o kogo chodzi ?), ale to przemiłe chłopaki.
 Taaa z pewnością. Wyszliśmy na dwór i dopiero na parkingu przed spalskim ośrodkiem rozdzieliliśmy się idąc do swoich aut.
-Do widzenia. Krzyknęłam jeszcze wsiadając do swojego samochodu. I teraz najprawdopodobniej jesteście w szoku, i to nie z powodu że jak taka nieśmiała dziewczyna w takim aucie? nie nie o ty chodzi, zapewne zadajecie sobie pytanie jak mnie na nie było stać ? Wystarczą ładne oczka, i rodzice na liście najbogatszych polaków. I kolejne pytanie nasuwa się na usta, -To co ty do jasnej cholery robisz w jakimś lesie z mało wychowanymi ponad dwu metrowymi ludźmi. Odpowiedź jest prosta, chce się uwolnić od rodziców, mam dość ich niańczenia i podejmowania za mnie decyzji, ślubu za mnie wezmą? dziecko urodzą i je wychowają ? Nie no to o  czym my wgl rozmawiamy. A auto ? Auto dostałam na 18 urodziny, i trochę lat już mi służy, a podobno prezentów się nie oddaje zwłaszcza takich ładnych. Z piskiem opon wyruszyłam do mojego hotelu , w Katowicach, ja chce przeżyć te dwa tygodnie, i nie mam zamiaru przebywać 24 h na dobę z siatkarzami. Wzięłam szybki prysznic, zmyłam makijaż, włosy związałam w niedbałego kucyka. Wskoczyłam pod ciepłą kołderkę i zaczęłam codzienną obczajkę nowości internetowych. Jak zawsze przeglądnęłam wszystkie plotkarskie stronki, Facebooka, Besty, kwejka i różne inne pierdoły zupełnie nie potrzebne mi do życia, miałam już wyłączać lapka, kiedy nagle mnie olśniło, kuźwa Ada przecież ty nic a nic o nich nie wiesz. I tak o to po mimo zmęczenia zaczęłam obczajać wszystkich zawodników naszej reprezentacji. Oczywiście znałam ich z telewizji, i wiedziałam jak sie nazywają ale tak ważne informacje jak wiek, wzrost i inne pitu pitu były mi zupełnie obce. Koło 2 w nocy stwierdziłam że i tak żaden nie przebije Matta Andersona a  na samą myśl że na zbliżających się meczach w Spodku i Wrocławiu zapewne będę musiała z nim porozmawiać i wgl że go poznam serce biło mi szybciej, senność znikała, motyle w brzuchu szalały i ptaszki na polu śpiewały.
-Matt za piękny na ten świat. Zacytowałam jeden, z najsłynniejszych tekstów siatkarskiego świata i oddałam się w objęcia Morfeuszowi.


..............................
Jest Prolog, z lekkim poślizgiem, ale tylko i wyłącznie przez moją głupotę i brak weny. Pozdrawiam i całuję
Miłego Czytania i zachęcam do komentowania.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz